Maciej Kossowski

O tym wszystkim co “oni” robią z “naszymi” pieniędzmi

Wino lekiem na szaleństwo rynków finansowych

Załamanie gospodarcze i krach na rynku akcji czy surowców nie mogły nie wpłynąć na rynek inwestycji alternatywnych. Jednak w porównaniu z tym co się stało na giełdach, aktywa takie jak wino, whisky czy dzieła sztuki okazały się prawdziwym safe haven – bezpieczną przystanią dla oszczędności.

Czym są tak naprawdę inwestycje alternatywne? W mojej ocenie najważniejszą ich cechą jest brak „wirtualnego” obrotu. Coraz większa liczba aktywów – nie tyko akcje, waluty czy obligacje ale także towary rolne, złoto, ropa czy gaz – to przedmiot obrotu na silnie zorganizowanych rynkach. Oczywiście to żaden problem że baryłkę ropy można kupić online nie wiedząc nawet ile to litrów (ok. 159). Gorzej, że można to zrobić wpłacając kilka procent jej wartości i nie biorąc nawet pod uwagę fizycznego odbioru tego surowca. Można też oczywiście zagrać na spadek ropy.

To wszystko sprawia, że ropą (złotem, cukrem..) mogą handlować duże instytucje finansowe, które szukają szybkich zysków i nie przywiązują się specjalnie do tego czy innego rynku. Powstają bańki spekulacyjne. Taka bańka urosła i pękła w 2008 roku na rynku ropy. To samo być może czeka cukier „napompowany” o ponad 150 procent w niespełna rok. A także złoto, którym w coraz większym stopniu handlują fundusze inwestycyjne (głównie tzw. ETF-y) zamiast jubilerów. Chociaż funkcja złota jako jedynej „nie papierowej waluty” daje mu wyjątkowy status i jak na razie chroni głębszą korektą.

Świat inwestycji alternatywnych wygląda inaczej. Najlepiej pokazać to na przykładzie rynku wina. Tutaj również funkcjonuje zorganizowana platforma obrotu – londyńska giełda Liv-ex. Członkowie tej giełdy (kilkaset firm działających w branży winnej) mogą szybko i sprawnie, przez Internet, kupować najlepsze wina na świecie. Trudno tam jednak o klasycznych spekulantów, bo kupno wino oznacza… kupno wina (a nie umownego instrumentu finansowego). Co więcej, żeby kupić wino trzeba – tu kolejna niespodzianka - zapłacić tyle ile ono kosztuje. I najgorsze: nie można sprzedać wina którego się nie kupiło (a tylko pożyczyło), a więc zagrać na spadki.

Tylko tyle i aż tyle. W roku 2008 kiedy giełdy zanurkowały o kilkadziesiąt procent, a nieco później załamały się ceny surowców, indeks Liv-ex 500 (skupiający 500 topowych win) zyskał 5,9 procenta. I był to najgorszy rok w historii tego benchmarku. W roku 2009 indeks wzrósł o kolejne 7,3 proc. W 2008 roku spadł natomiast o 14,5 proc. indeks Liv-ex 100, który skupia wyłącznie trunki z najwyższej półki cenowej i jakościowej. Tłumaczy się to tym, że wielu najzamożniejszych inwestorów którzy stracili krocie na rynku finansowym decydowało się na spieniężenie swoich kolekcji win. W roku 2009 Liv-ex 100 odrobił stratę zyskując 16 procent.

Najciekawszym i historycznie najbardziej zyskownym segmentem rynku wina są zakupy w opcji en primeur. W każdym roku, mniej więcej od kwietnia, można kupować wina wyprodukowane w roku poprzednim. Wina te jeszcze przez ok. 18 miesięcy będą przechowywane w beczkach. Dopiero potem, już oczywiście w butelkach, trafią na rynek, a następnie do piwnic koneserów czy do najlepszych restauracji. W praktyce trunki kupowane w opcji en primeur są nawet o połowę tańsze o win w butelkach i szybko zyskują na wartości.

Hitem ostatniej kampanii en primeur było wino Carruades de Lafite, które od kwietnia 2009 podrożało już o 155 procent. Ten rok zapowiada się równie dobrze. W roku 2008 zyski z en primeur były natomiast nieco niższe. W większym stopniu przyczyną były jednak słabsze oceny krytyków (a więc niższa jakość wina) niż sytuacja na rynku finansowym czy w gospodarce. Na tym właśnie polega alternatywność takich aktywów jak wino, whisky czy sztuka. Dzięki temu, że ich notowania w mniejszym stopniu zależą od spekulacji, inwestycje tego typu zabezpieczają portfel przed „szaleństwem” rynków finansowych.

Skomentuj

*
Udowodnij, że jesteś człowiekiem (nie jesteś skryptem spamerskim). Wpisz słowo-klucz, prezentowane na obrazku.
Anti-Spam Image